X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

na nią, zdał sobie sprawę, że oprócz tego jest w niej upór i siła, o które jej nie
posądzał. Musiało jej być trudno wychowywać dwóch chłopaków.
- Byłaś za młoda, żeby ponosić taką odpowiedzialność.
Tilly wzruszyła ramionami.
- Wiele dziewcząt zostaje w tym wieku matkami.
- Ale nie dwunastoletnich chłopców.
- Możliwe, ale po prostu musiałam tak zrobić. Ludziom zdarzają się gor-
sze rzeczy.
- Mimo to uważam, że byłaś za młoda. W wieku dwudziestu lat powinnaś
poznawać świat i zastanawiać się, co, chciałabyś robić w życiu.
Uśmiechnęła się, zaskoczona jego determinacją.
S
R
- Wiem, co chcę robić. To. - Wskazała gestem kuchnię. - Pracowałam
przez kilka lat w biurze, żeby opłacić rachunki. Było nudno, dlatego jak tylko
chłopcy poszli na studia, rzuciłam tę robotę i założyłam  Słodkie Nic".
- Nie chciałaś robić czegoś więcej?
- Czego więcej?
- Więcej... - szukał odpowiedniego słowa. - Czegoś, co byłoby dla ciebie
większym wyzwaniem?
Gdy to powiedział, uświadomił sobie, że popełnił błąd.
- Nie - odrzekła głucho. - Kocham to, co robię. Jak można pragnąć czegoś
więcej?
Na szczęście w tej chwili do kuchni wkroczyła Suzy.
- Chyba jesteśmy gotowi - oznajmiła. - Tilly, możesz pokazać Campbel-
lowi kuchnię i wyjaśnić, co ma robić. Potem bierzcie się do dzieła. Wiecie już,
dla kogo będzie ten tort?
- Dla mojej przyjaciółki. Cleo ma duże poczucie humoru i nie obrazi się,
jeśli coś nam się nie uda.
- Kiedy jest ślub?
- W przyszłą sobotę.
- Doskonale. Przyjedziemy sfilmować was z gotowym tortem. Powinno
wyjść wspaniałe nagranie.
Tilly oprowadziła Campbella po kuchni, a potem pokazała mu swoje bo-
gate portfolio.
- Jak więc państwo widzą - powiedziała na użytek kamery - u nas w
 Słodkim Nic" robimy dla klientów wszystko, czego tylko zapragną. Każdy
tort ma być wyjątkowy, dlatego zawsze rozmawiamy z klientami, starając się
ich poznać, żeby wiedzieć, dla kogo go pieczemy i co mamy świętować.
Campbell powoli zaczął sobie uzmysławiać, w co się wpakował.
S
R
- Bylibyście zdziwieni, wiedząc, czym ludzie się interesują i jakie mają
pragnienia. My staramy się wyjść im naprzeciw. Tak więc, jeśli chcecie upiec
tort dla kogoś, kto interesuje się czymś wyjątkowym, dajmy na to historią
wojskowości starożytnych Rzymian, trzeba przeprowadzić małe dochodzenie,
żeby wiedzieć na przykład, w co taki żołnierz się ubierał.
Przez cały czas jej przemowy Campbell zachowywał kamienną twarz.
- Na szczęście takich hobbystów nie ma znów tak wielu. Większość
klientów to normalni ludzie.
To go nauczy szacunku do pieczenia ciast.
- Niektórzy klienci wolą bardziej tradycyjne torty, ale zależy im na tym,
aby miały jakąś osobistą nutę. Najważniejsze jest, żebym pamiętała o jednej
rzeczy. Mają dostać tort, jaki chcą, a nie jaki ja uważam, że powinni dostać.
Musisz o tym pamiętać, Campbell, kiedy będziesz piekł tort dla Cleo.
- Czy zdecydowała już, jaki chce rodzaj tortu?
- Nie. Przyjedzie jutro, żeby to z tobą przedyskutować.
Campbell nie sądził, żeby ta rozmowa miała potrwać długo. Weselne
torty zupełnie go nie interesowały. Jak, do diabła, ma wymyślić, czym powi-
nien być przystrojony tort Cleo? Na ślubie z Lisą nie mieli żadnego tortu.
Spojrzał podejrzliwym wzrokiem na Tilly, która wyciągnęła z szuflady
różowy fartuch i mu go podała.
- Przyda ci się, kiedy będziesz pracował - oznajmiła z rozkosznym
uśmiechem.
- Nie ma mowy. Nie włożę go!
- Obawiam się, że musisz. Takie są wymogi sanepidu.
- Zakładaj - zawtórowała jej Suzy. - Widzowie będą wniebowzięci!
Campbell miał zamiar powiedzieć jej, ile go obchodzą reakcje widzów,
kiedy napotkał wzrok Tilly. Najwyrazniej z trudem powstrzymywała śmiech.
S
R
- Ukartowałaś to!
- Podobnie jak ty przechodzenie przez rzekę - odparła niezrażona.
- Na pewno zdobędziecie wielu widzów. Roger też nie był zachwycony,
kiedy założono mu specjalny mundurek do pedikiuru.
- Na pewno nie był różowy - mruknął Campbell, zawiązując pokornie
fartuch.
Nie da się pokonać czemuś tak banalnemu jak skrawek różowego mate-
riału. Założył ręce na piersiach i spojrzał prosto w obiektyw. Wyglądał tak ko-
micznie, że Tilly wybuchnęła śmiechem. Po chwili dołączyli do niej Suzy i ka-
merzysta. Tylko Campbell się nie uśmiechał.
- Nie wiedziałem, że kręcicie komedię.
- Och! - Suzy otarła łzy. - Przepraszam, ale to jest doskonałe. Kontrast
między wami jest zadziwiający. To będzie świetny program. Musisz tylko
upiec tort, Campbell. Ach, i nie zapomnijcie o wideo.
- Ta Suzy naprawdę wie, jak z tobą postępować - powiedziała Tilly, gdy
zostali sami.
- Co masz na myśli? - spytał, zdejmując fartuch.
- Wystarczy dać ci do zrozumienia, że Roger mógłby wygrać, a zrobisz
wszystko, nawet włożysz różowy fartuch!
- Nie zamierzam robić z siebie głupka, jeśli nie mam wygrać!
- Campbell, czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że możesz przegrać?
- spytała Tilly, przyglądając mu się z ciekawością. - Ktoś przecież musi.
- Ja nigdy nie przegrywam.
- Twoja była żona może mieć na ten temat inne zdanie. - Nie potrafiła się
powstrzymać przed wygłoszeniem tej uwagi. - Jak widać, w związkach dam-
sko-męskich nie odnosisz oszałamiających sukcesów.
- To co innego - odparł ze wzruszeniem ramion.
S
R
Tilly westchnęła. Campbell był tak skupiony na tym, by zająć pierwsze
miejsce, że flirtowanie z nim w ogóle nie wchodziło w grę. Mogłaby zacząć
tańczyć nago na kuchennym stole, a on powiedziałby jej, żeby nie traciła czasu
i zabrała się do roboty.
- Chodz - powiedziała zrezygnowana. - Jeśli tak koniecznie chcesz wy-
grać, bierzmy się do pieczenia tego tortu. Robiłeś to już kiedykolwiek w życiu?
- Nie, ale z pewnością to nie jest jakoś strasznie skomplikowane. Wy-
starczy postępować zgodnie z przepisem.
- Rzeczywiście. - Tilly zatrzymała się, uderzona logiką jego rozumowa-
nia. - Nigdy o tym nie pomyślałam. Cóż, to przynajmniej oszczędzi nam czasu.
W takim razie ty upiecz tort, a ja nastawię wodę na herbatę. Nie musimy się
przecież spieszyć. Wystarczy, że wezmiemy się do tego pół godziny przed
ślubem.
Campbell spojrzał na nią podejrzliwie. Wiedział, że z niego kpi, ale prze-
cież mówili o pieczeniu tortu, a nie podróży w kosmos!
- Dobrze - zgodził się potulnie. Jeszcze jej pokaże! Upiecze najlepsze
ciasto, jakie jadła. Jeśli sądzi, że różowy fartuch i jej drwiny go wystraszą, to
się grubo myli.
- Tylko nie zapomnij o fartuchu.
Campbell zacisnął zęby. Bez słowa włożył fartuch i rozejrzał się w po-
szukiwaniu przepisu. Sięgnął na półkę, na której stały książki kucharskie.
 Przepisy na ulubione ciasta". Dokładnie tego potrzebuje. Otworzył spis
treści i zamarł. Kto by przypuszczał, że jest tyle rodzajów ciast?
W końcu wybrał czekoladowe ciasto z polewą. Wyglądało podobnie do
tego, które w dzieciństwie piekła mu mama.
- Zrobię to. - Pokazał Tilly obrazek.
- Zwietnie. Uwielbiam czekoladowe ciasta. Wszystkie składniki znaj-
S
R
dziesz w tej szafce i w lodówce. Zaczynaj, Sanderson!
- A ty co będziesz robić?
- Muszę wypróbować kilka dekoracji. Jak będziesz czegoś potrzebował,
po prostu spytaj.
Campbell zabrał się do pracy. Przygotował składniki, ale jaja były zimne,
masło twarde, a cukier gruboziarnisty. Wybrał zwykłą mąkę zamiast tortowej i
pierwszą lepszą formę, nie zastanawiając się nad jej rozmiarem.
Dziwne, że człowiek z takim racjonalnym umysłem podchodzi tak lek-
komyślnie do swego zadania. Najwyrazniej uznał pieczenie za banalne zajęcie.
Zmieszał wszystkie składniki zgodnie z zaleceniem i, ku jej zaskoczeniu,
posprzątał po sobie.
- Zrobione - oznajmił, rozwieszając wilgotną ściereczkę na brzegu zlewu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • apsys.pev.pl