X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przetłumaczone następnie na polski. To jest pewna nieformalność, bo przepisy
wymagają wezwania tłumacza przy
�przesłuchiwaniu osoby nie władającej polskim. Takiego tłumacza z języka
szwedzkiego w Zakopanem nie ma. Ale kiedy będziecie zeznawali u prokuratora,
wtedy cała procedura odbędzie się zgodnie z artykułem 159 kodeksu postępowania
karnego.
�� � Nie mam żadnych zastrzeżeń, co do sposobu przesłuchania mnie -
stwierdziła pani Osterman.
�� � Poruczniku, skończyliście pisać protokół?
�� � Już kończę.
�� � A nie narobiliście zbyt dużo błędów w pisowni angielskiej?
�� � Chyba nie. Jeszcze w szkole zawsze byłem silniejszy w pisaniu niż w
mowie.
�� � No to przeczytajcie nam, coście tam uwiecznili. A potem niech pani
Osterman sama przestudiuje i podpisze, i na końcu, i na dole każdej strony.
�- Czy jestem wolna?
�� � Tak jest. Do widzenia pani i dziękujemy za ważne zeznania.
�� � A zatem Margareta! - zawołał porucznik ledwie za Szwedką zamknęły się
drzwi. - Jak ona zręcznie się maskowała.
�� � Maskowała?
�� � Niczym nigdy się nie zdradziła, że jest leworęczna. Obserwowałem ją
uważnie, bo i mnie czasami nachodziły wątpliwości, że jeżeli nie Persson, to jeszcze
tylko ona miała interes w usunięciu Gunhild z grona żywych. Ale że ona zna karate,
tego nawet  król reporterów nie przewidział, chociaż tak się przechwalał, że
wszystko wie o naszych Szwedach. U nas w Polsce kobiety podobno uprawiają judo,
ale żeby karate? O tym nigdy nie słyszałem.
�� � Ona na pewno nie zna karate - stwierdził krótko podpułkownik.
�� � Więc to nie ona zabiła Gunhild?
�Janusz Kaczanowski nie zdążył odpowiedzieć, kiedy
�do pokoju wszedł Sven Breman z nieodłącznym niedopałkiem papierosa w
ustach. Jak zwykle nie przywitał się z obecnymi w gabinecie, lecz z daleka kiwnął im
ręką.
�� � Winszuję, pułkowniku. Widzę, że moi rodacy stoją w ogonku,- aby zeznać
prawdę. Musiał pan im dać dobrą nauczkę. Siedziałem w swoim pokoju i
obserwowałem w jakiej kolejności tutaj się zjawiali. I czy wszyscy wychodzą z tego
budynku. Przyznam się, że widok Perssona opuszczającego komendę trochę mnie
zdziwił. Było już trzy osoby i tyleż ich stąd wyszło. Stąd wniosek, że zabójca jeszcze
nie przyszedł.
�� � Mam nadzieję, że jednak przyjdzie. %7łyczę mu tego z całego serca.
�� � Ale pan przed tym wiedział, kim on jest. Prawda?
�� � Tak, wiedziałem.
�� � Kolorowa fotografia? Ta, której jedną odbitkę pułkownik mi łaskawie
podarował. Czy tak?
�� � Przed panem nic się nie ukryje - w głosie podpułkownika słychać było
szczere uznanie.
�� � A jednak popełniłem poważy błąd. Aż do wczoraj byłem przekonany, że to
Persson. Ten zsunięty ze stopy pantofelek uszedł mojej uwagi.
�� � Persson doskonale pasował do tej zbrodni. Ta śmierć wybawiała go z
bardzo poważnych kłopotów. I zjawiła się jak na jego zawołanie. Ja także długo
uważałem go za kandydata na ławę oskarżonych. Tego samego zdania był także i mój
pomocnik. W końcu jednak rozwiązanie całej sprawy okazało się zupełnie inne.
Długo błądziliśmy po omacku. %7łe wyszliśmy z mroku, to między innymi zasługa
porucznika Motyki, który pierwszy spostrzegł, że zeznania pańskich rodaków są zbyt
piękne, aby mogły być prawdziwe. Ale i pan, redaktorze, także przyczynił się do
zamącenia obrazu.
�� � Przyznaję - roześmiał się dziennikarz - moja wina. Ja sam także tym sobie
zaszkodziłem. Nieraz pewnych faktów nie można tłumaczyć w najprostszy sposób.
Nawet jeśli się jest niezłym karateką. Jutro pan zaaresztuje zabójcę?
�� � Jeśli dziś nie przyjdzie..
�� � Jutro nadam sensację, która wstrząśnie Sztokholmem. A może nawet zdążę
dzisiaj? Idę do swojego pokoju hotelowego, aby przez okno obserwować wejście do
komendy milicji. Trochę mi żal tej dziewczyny.
�� � Mnie też.
�� � Wasze prawa są bardziej surowe niż szwedzkie. W Sztokholmie udałoby
się jej wykręcić jakimś małym wyrokiem.
�� � Nasz sąd na pewno nie będzie okrutny, a jedynie sprawiedliwy.
�� � Persson stanie na głowie, aby dziewczynie zapewnić jak najlepszą obronę.
�� � Przypuszczam. Sprawa jednak nie jest zbyt skomplikowana i sądzę, że
wyrok nie będzie surowy.
�- Będzie aresztowana?
�- My, milicja, tylko ją zatrzymamy. Postanowienie o tymczasowym
aresztowaniu wydaje prokurator po osobistym przesłuchaniu podejrzanego.
�Szwed machnął ręką.
�- Wasze przepisy postępowania karnego niewiele mnie obchodzą. Wiem też,
że formalnie wszystko będzie w porządku. Tylko mówię, że mi jej żal. No, ale idę do
hotelu na swój punkt obserwacyjny. Chciałbym móc jutro wyjechać. Czekają na mnie
inne, także ciekawe sprawy.


�Rozdział XV
�Który kończy historię wycieczki ze Sztokholmu
�Mijały godziny. Nikt więcej w pokoju oficerów milicji się nie zjawił.
Porucznik Stanisław Motyka tęsknie spoglądał na zegarek. Podpułkownik
Kaczanowski spokojnie przeglądał i porządkował akta sprawy przygotowując je do
przekazania prokuratorowi.
�� � Nie ma jej - zauważył porucznik - już nie przyjdzie.
�� � Powiedziałem wczoraj, że będę czekał cały dzisiejszy dzień. A jutro
dokonam zatrzymania podejrzanego. Poczekam choćby do wieczora. Ale wy,
poruczniku, możecie spokojnie iść na obiad. Nie ma sensu, abyśmy tu obaj głodni
trzymali wartę.
�- W takim razie pójdę, zjem coś i przyniosę także panu pułkownikowi.
�Porucznik wyszedł, zdążył wrócić, Kaczanowski także zdążył zjeść posiłek
przyniesiony mu przez usłużnego kolegę i nadal we dwóch czekali, chociaż
podpułkownika zaczęły ogarniać wątpliwości.
�� � Szkoda - powiedział - dałem jej szansę. Niestety, nie chciała z niej
skorzystać. A przecież mogłem ją zatrzymać już dwa dni wcześniej, chciałem mieć
stuprocentową pewność, że się nie mylę.
�� � Może uciekła? - zmartwił się porucznik.
�� � Na pewno nie. Zdaje sobie chyba sprawę z beznadziejności takiego kroku.
�� � Granica blisko. W górach łatwo ją przekroczyć. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • apsys.pev.pl