[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Doprawdy? odrzekła krótko Janice.
Maggie dyskretnie pochyliła się ku niej.
Martwię się o tę dziewczynę. Gdy zabra�
kło matki, próbowałam zawracać na nią większą
uwagę. Nalała kolejną filiżankę herbaty.
Może nie powinnam tego mówić, ale nie podoba
mi się to, co się dzieje wokół niej.
Czy ty również nie lubisz Michaela Boy-
da? spytała wprost.
Nie chodzi o to, że go nie lubię. Jest na�
prawdę czarujący, ale ja mu nie ufam. Chodzą
słuchy, że ma ochotę na Carrigmuir, i że krąży
mu po głowie jakiś dziwny pomysł stworzenia
tam hotelu.
Janice podziękowała pani Ferguson za szcze�
rość i wróciła do domu. Zbliżając się do Carrig�
muir zwolniła nieco, mając nadzieję, że spotka
Sue w dolinie, co być może ułatwiłoby jej rozmo�
wę z siostrą. Dolina była dokładnie taka, jaką
zapamiętała przed laty. Stanowiła część jej szczęś�
liwego dzieciństwa, miejsce ucieczki w ciszę i sa�
motność.
Nagle cisza przerwana została śmiechem.
Dobiegły ją niewyrazne słowa Sue rozmawiała
z jakimś mężczyzną, który zwrócony był do Jani�
ce plecami, tak że nie mogła widzieć jego twarzy.
Na ramieniu miał zawieszoną broń, a u jego stóp
przysiadł duży seter, którego sierść w blasku
słońca przybrała złotawy odcień. Pies wyczuł ob-
49
cego i szczekając ruszył w stronę Janice. Męż�
czyzna odwrócił się i nawołując psa ruszył doliną
w górę. Janice wysiadła z samochodu i powoli
podeszła do siostry.
Dlaczego mnie śledzisz? Zielone oczy
Sue wyglądały jak dwa błyszczące szmaragdy.
Przypuszczam, że stara matka Ferguson naopo�
wiadała ci niestworzone rzeczy.
Sue, wiesz dobrze, że to nieprawda. Ona
jest ci bardzo życzliwa.
To ty tak uważasz.
Kim był ten człowiek, z którym rozma�
wiałaś?
Sue zacisnęła usta. Nie muszę się przed to�
bą tłumaczyć, ale jeśli koniecznie chcesz wiedzieć,
jest jednym z myśliwych z zamku. Z furią
kopnęła kamień, a gdy uniosła głowę, jej twarz
nabrzmiała gniewem, którego nie mogła ukryć
przed Janice. Im szybciej wrócisz do Londynu,
tym lepiej. Podniosła z ziemi kamień i cisnęła
nim o skałę, a gwałtowność, z jaką to uczyniła,
odzwierciedlała jej uczucia. Kiedyś myślałam,
jakby to było cudownie, gdybyś wróciła. Ale te�
raz jest inaczej. Zdecydowałam, że zostanę w
Carrigmuir, byś jak najprędzej mogła stąd odje�
chać jej głos stał się łagodny i pojednawczy.
Nie mam zamiaru wyjeżdżać. Tu dzieje się
coś niedobrego i chcę wiedzieć, o co chodzi.
Janice, proszę, wracaj do Londynu i za�
bierz ze sobą Petrie. Tak będzie lepiej dla nas
obu. Daję słowo, że poruszę niebo i ziemię, by
się was stąd pozbyć.
50
Janice bez słowa ruszyła w stronę drogi. Mia�
ła uczucie chłodu i pustki. Została zdradzona i
nic nie mogła na to poradzić. Nawet w pierw�
szych dniach swego pobytu w Londynie nie czuła
się tak samotna.
Próbowała otrząsnąć się z tych smutnych
myśli, ale niespokojna noc tym bardziej nasiliła
uczucie przygnębienia.
Nazajutrz zeszła do biblioteki, gdzie stojąc
przy oknie obserwowała wielkie, kłębiaste chmu�
ry wędrujące wolno po niebie. Krople deszczu
monotonnie uderzały o szyby, a morskie fale sil�
nie atakowały falochron.
Z ulgą ujrzała Andrew przedzierającego się
przez strugi ulewy i pośpieszyła do drzwi, by
wpuścić go do środka.
Cóż za pogoda! Na szczęście zdążyłem za�
gnać wszystkie owce do zagrody. Czemu masz ta�
ką zmartwioną minę? Czy coś się stało?
Janice pragnęła zwierzyć mu się ze swego żalu
i wątpliwości, ale przypomniała sobie, że ma on
pewną słabość na punkcie Sue".
Lepiej nie pytaj.
Dlaczego nie? Przecież mogę ci pomóc.
Podszedł do niej, przysłaniając światło. Czule do�
tknął jej policzka i chłodnymi jak deszcz palcami
głaskał jej twarz.
Przestań.
Zbliżył się jeszcze bardziej. Boisz się?
spytał łagodnie. Mnie się boisz?
Nie wygłupiaj się, Andrew. Próbowała
go wyminąć, ale przygarnął ją do siebie.
51
Chodzmy stąd szepnęła. Proszę.
Objął ją czule, a gdy uniosła głowę, chcąc, by
ją pocałował, zaprzeczył ruchem głowy i uwolnił
ją ze swego uścisku. Miała ochotę się rozpłakać.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]